Dwa bieguny

29 kwi 2014

W niedzielę o godzinie 15:00, na Stadionie Hutnika Warszawa zostanie rozegrany mecz piątej kolejki Topligi. Zmierzą się w nim Warsaw Sharks oraz Seahawks Gdynia. 

Gospodarz: Warsaw Sharks (0-4)
Gość: 
Seahawks Gdynia (3-0)
Data i godzina: 
4 maja, godz. 15:00
Stadion: 
Hutnik Warszawa, ul. Marymoncka 42
Liga: 
Topliga
Bilety: 
10 PLN 

Do Warszawy po raz drugi przyjeżdża ekipa Seahawks Gdynia. W zeszłym tygodniu pokonała tutaj stołeczne Orły 27:7 zdobywając fotel lidera i wysyłając wiadomość, że w tej chwili nie ma na nią mocnych. Wcześniej bowiem zdołali już odesłać z kwitkiem Panthers Wrocław (30:22) i po zaciętej batalii Kozły Poznań (36:28). Tym razem rękawice podejmie drugi zespół ze stolicy, czyli Sharks. Gospodarze niedzielnego starcia nie mają za sobą udanego startu w rozgrywkach. Cztery porażki i średnia zdobywanych i traconych przez nich punktów (5:50) nie napawają optymizmem. Tymczasem nadchodzi dla nich jeszcze cięższy sprawdzian... 

Do meczu z Sharks podchodzimy jak do każdego innego, czyli kierując się naszym motto "expect to win" po prostu oczekujemy wygranej. Nie oznacza to jednak, że lekceważymy przeciwnika.
Daniel Piechnik, koordynator defensywy Seahawks Gdynia

Obie ekipy spotkały się dwukrotnie w sezonie 2013. Warszawianie występowali wtedy jeszcze pod szyldem Spartans. Jastrzębie nie pozostawiły cienia wątpliwości, kto był lepszy. Najpierw na wyjeździe rozbiły gospodarzy 48:0 zaś u siebie aż 76:0. Jak będzie tym razem? - Sharks to drużyna bardziej kompletna niż Spartans z zeszłego roku. Oglądałem ich spotkania i byłem zaskoczony jak długo ofensywa przebywała na boisku przeciwko defensywom Kozłów czy Eagles. Często do zdobycia punktów brakowało tylko wykończenia. Sharks mają importowanego biegacza, więc na pewno nie możemy sobie pozwolić na chwilę dekoncentracji, bo taki zawodnik może wykonać skuteczną i punktową akcję, którą poderwie resztę zespołu – ostrzega Daniel Piechnik, trener defensywy Seahawks. 

O postawie Sharks w najbliższym meczu zadecyduje przede wszystkim zdolność do szybkiej regeneracji. Drużyna w niedawnym starciu z Panterami zameldowała się ze składem liczącym mniej niż 30 zawodników! - Poza osobistymi problemami kilku graczy, którzy nie mogli pojechać do Wrocławia niestety trapią nas kontuzje, trzy mecze w 15 dni zrobiło swoje, straciliśmy trzech podstawowych zawodników, którzy niestety nie wrócą na boisko w tym sezonie. Sporo osób narzeka na drobniejsze urazy, ale czuwa nad nami Mateusz Wroński, który nie raz dokonuje cudów byśmy byli zdolni do gry, więc wierzymy, że na najbliższym meczu będzie nas więcej - liczy Osman Hózman Mirza Sulkiewicz, manager stołecznego zespołu. 

Takich kłopotów nie mają Seahawks. Co prawda za nimi starcia z najtrudniejszymi rywalami, ale zdołali z nich wyjść obronną ręką, jeśli chodzi o wynik, ale również bez większych urazów. Ofensywa spisuje się świetnie a mnogość skutecznych rozwiązań przytłacza każdego przeciwnika. Zaś obrona gdynian zaczyna coraz lepiej funkcjonować: - Z meczu na mecz tryby bardziej się zazębiają, ale dalecy jesteśmy od samozadowolenia. W pojedynku z Eagles trzecia linia obrony czterema przechwytami zrehabilitowała się za błędy popełniane w pierwszej połowie meczu z Kozłami. Na pewno jednak nie możemy spocząć na laurach. Dlatego w każdym tygodniu trwa walka o pozycje starterów. Dużo pracy zamierzamy w najbliższych tygodniach włożyć w formacje specjalne, ponieważ jesteśmy przekonani, że stać nas na więcej niż obecnie pokazujemy - ocenia Piechnik. 

Mniej optymistycznie nastawieni są Sharks. Poprzednie starcia drużyny wymagają szczegółowych analiz i diametralnych zmian: - Po meczu z Panterami wiemy, co poprawić – wszystko! Myślę, że wciąż brakuję dyscypliny i koncentracji na boisku, bo gdy są momenty, w których skupiamy się na naszych zadaniach gramy dobry futbol. Dlatego postaramy się by w starciu z Seahawks tych momentów było jak najwięcej. Każdy pojedynek to nowy rozdział, zaczynamy od wyniku 0:0 i na pewno się nie poddamy. W meczach domowych gramy dużo lepiej, więc liczymy także na korzystniejszy wynik – zapowiada Sulkiewicz. 

Jastrzębie otwarcie mówią o planowanym zwycięstwie i trudno im się dziwić – w końcu są liderem i faworytem spotkania: - Do meczu z Sharks podchodzimy jak do każdego innego, czyli kierując się naszym motto "expect to win" po prostu oczekujemy wygranej. Nie oznacza to jednak, że lekceważymy przeciwnika. Wyjdziemy skupieni w najmocniejszym składzie, a jeśli zdarzy się tak, że poczujemy, że zwycięstwo jest niezagrożone to z pewnością damy szansę zawodnikom, którzy do tej pory spędzali na boisku trochę mniej czasu. Kilku pierwszoroczniaków miało szansę zadebiutować w defensywie już w meczu przeciwko Eagles i chciałbym dać im szansę pokazania się w meczu z Sharks – przyznaje Piechnik.

Marcin Fijałkowski
m.fijalkowski@pzfa.pl
Biuro Prasowe PLFA