Inauguracja sezonu we Wrocławiu

23 kwi 2014

W niedzielę o godzinie 13, na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu, zostanie rozegrany mecz czwartej kolejki Topligi. W tym spotkaniu Panthers Wrocław podejmą Warsaw Sharks. 

Gospodarz: Panthers Wrocław (1-1)
Gość: 
Warsaw Sharks (0-3)
Data i godzina: 
27 kwietnia, godz. 13:00
Stadion: 
Stadion Olimpijski, ul. Paderewskiego 35, Wrocław
Liga: 
Topliga
Bilety: 
W przedsprzedaży 13 i 17 zł, w dniu meczu 15 i 20 zł (dzieci do lat 7 wstęp wolny)

Ostatni raz futbol amerykański w najlepszym polskim wydaniu był we Wrocławiu 29 czerwca zeszłego roku. Tego dnia Devils Wrocław przegrali z Warsaw Eagles odpadając w półfinale rozgrywek Topligi. W najbliższą niedzielę 27 kwietnia miną od tego pojedynku 302 długie dni. Po takiej posusze wrocławscy kibice są spragnieni futbolu. Zwłaszcza, że w tegorocznym kalendarzu rozgrywek pierwszy pojedynek w stolicy Dolnego Śląska zaplanowano dopiero w czwartej kolejce.

- Wszyscy są podekscytowani meczem przed własną widownią. Jednak długie oczekiwanie nie wywoła dużego stresu. Taki jest terminarz, bo obawialiśmy się, że znów będziemy musieli przekładać mecze tak jak rok temu, gdy zima była długa. Ale tym razem wiosna przyszła wcześnie. Ale kto to mógł przewidzieć? - zastanawia się Jakub Głogowski z Panthers.

Pierwsze sześć kwart tego sezonu nie było dobre. Z lepszej strony pokazaliśmy się dopiero w drugiej połowie meczu ze Steelers. Mam nadzieje, że nasza gra będzie przypominać właśnie dwie ostatnie kwarty pojedynku z Hutnikami.
Jakub Głogowski, menedżer Panthers Wrocław

Pierwszym rywalem we wrocławskiej jaskini lwa będą Warsaw Sharks. Drużyna jest przez wielu skazywana na pożarcie, co potwierdzają także wyniki. Rekiny po trzech meczach nie mają na swoim koncie żadnej wygranej a w małych punktach są mocno na minusie. Początek sezonu nie jest obiecujący.

- Nie patrzymy na tabelę i na to, co działo się w zeszłym roku. Spartans wtedy wszystko przegrywali, a Królewscy zwyciężali. Każdy sezon jest wielką niewiadomą, ale pewne jest, że chcemy wygrywać jak najlepiej wypełniając wszystkie założenia trenerów – mówi Osman Hózman Mirza Sulkiewicz, menedżer stołecznej drużyny.

Jak dotąd Sharks zdobyli tylko 20 punktów, podczas gdy sam Jamal Schulters z Panthers Wrocław uzyskał już 32 oczka przede wszystkim po udanych akcjach biegowych. Sharks przyznają, że to Amerykanin jest najgroźniejszą bronią gospodarzy. – Ostatnie mecze pokazały, że mieliśmy problemy z grą w powietrzu po obu stronach boiska. Podczas ostatnich treningów pracowaliśmy nad poprawą tego aspektu oraz przygotowywaliśmy się na pojedynki z Schultersem. Trzeba też pamiętać o Bartku Dziedzicu, który z tą linią ofensywną może wiele zdziałać. Musimy ograniczyć jego rzuty oraz ostudzić własne głowy. W tym sezonie posłano w naszym kierunku zbyt dużo żółtych flag – podkreśla Sulkiewicz. 

Sharks muszą liczyć się z tym, że Pantery nie będą gościnne. Po porażce z Seahawks Gdynia i męczarniach z Zagłębie Steelers Interpromex, wrocławianie nie mogą zanotować już żadnej wpadki. Faworyci niedzielnego meczu nie zlekceważą rywala i chcą narzucić mu swój styl od samego początku. - Pierwsze sześć kwart tego sezonu nie było dobre. Z lepszej strony pokazaliśmy się dopiero w drugiej połowie meczu ze Steelers. Mam nadzieje, że nasza gra będzie przypominać właśnie dwie ostatnie kwarty pojedynku z Hutnikami - przyznaje Głogowski. 

Panthers po raz pierwszy w tym sezonie wystąpią w praktycznie najsilniejszym składzie. Po kontuzjach wracają Dawid Tarczyński, Michał Górniak, Piotr Wis oraz Tomasz Markiewicz. Wciąż zabraknie jednak Patryka Matkowskiego i Ernesta Rogowicza. W barwach Sharks z powodu kontuzji nie wystąpi m.in. Tomasz Ochnio.  

Panthers przygotowali wiele niespodzianek i atrakcji: od powiększonej grupy cheerleaderek i ogródka cateringowego, do tańca debiutującej maskotki Panter w rytm muzyki. Planują również kilka akcentów nawiązujących do Giants i Devils Wrocław.